Moje TOP 5 inwestycji w kolarstwo szosowe
Mamy rower, jeździmy, ale z czasem czujemy, że przydałby się krok naprzód. W co opłaca się zainwestować w kolarstwie szosowym?
Kiedy kupowałem swój pierwszy rower szosowy, mówiłem sobie, że pojeżdżę na nim z dziesięć lat, a potem sprawię sobie jakiś fajny karbon. Przed upływem 3 lat przemierzałem już trasy na moim SUPie. Kiedyś uważałem Sigmę z 23 funkcjami za szczyt moich potrzeb. Minęły dwa lata i nagle na moim mostku pojawiło się Wahoo.Człowiek, nabijając kilometry, zdobywa doświadczenie, preferencje. Przemysł rowerowy z kolei „rzuca” mu pod nogi mnóstwo pokus i wabików. Pytanie brzmi – co najbardziej się opłaca?
1. Radar rowerowy
Myślę, że pierwszy punkt nie zaskoczy żadnego doświadczonego rowerzysty. Jestem szczęśliwym posiadaczem Bryton Gardia R300L i szczerze mówiąc, był to główny powód, dla którego zainwestowałem również w urządzenie GPS. Powodów jest kilka:- lepszy przegląd sytuacji za rowerzystą – po sparowaniu z licznikiem rowerowym na jego ekranie wyświetla się ostrzeżenie o nadjeżdżającym samochodzie. Oczywiście, (niestety) nie jest on nieomylny. Kilka razy zdarzyło mi się, że niespodziewanie wyprzedził mnie samochód, którego nie widziałem na wyświetlaczu. Z kolei w innych przypadkach potrafi oszaleć, gdy ktoś jedzie mi na kole.
- wysoka moc światła – każdy, kto kiedykolwiek przypadkowo zaświecił sobie radarem w oczy, zgodzi się z jednym – prawdopodobnie przewyższa on większość dostępnych na rynku świateł. W tym względzie podczas jazdy grupowej należy brać pod uwagę innych, jeśli coś takiego będzie wam migać przed oczami przez trzy godziny, nie będzie to zbyt przyjemne…
- kierowca szybciej mnie zauważy – i to prawdopodobnie w każdych warunkach. Bryton zmienia miganie na przykład również w zależności od tego, z jaką prędkością zbliża się samochód. Jeśli kiedyś rozważaliście dylemat „czarna koszulka tak czy nie?”, z Gardia nie boję się jeździć nawet w ciemniejszych kolorach. Chociaż nadal uważam, że jaśniejsze koszulki są ogólnie bardziej odpowiednie.

Jeśli wspominałem o połączonej inwestycji w radar i jednocześnie w licznik rowerowy, prawdą jest, że nie trzeba od razu inwestować w flagowy model – lista urządzeń kompatybilnych z tym sprzętem ostatnio dość szybko się rozrasta. I to również świadczy o jego popularności.
2. Koła karbonowe
Jeśli czytaliście test mojego obecnego roweru, to pewnie wiecie, że na punkcie kół mam bzika. Ostatnio często zauważam, że ludzie rozwiązują dylemat: mechaniczna czy elektroniczna zmiana biegów? Subiektywnie oceniam to tak, że lepiej zaoszczędzić na elektryce i te pieniądze następnie zainwestować w wysokiej jakości koła. I nie chodzi tu o wagę.Ja na przykład, przechodząc z około 35 mm aluminiowych obręczy na 44 mm karbonowe obręcze, nie zaoszczędziłem prawie nic. Jednak sztywność podczas jazdy na stojąco, responsywność roweru i zoptymalizowane właściwości aerodynamiczne to coś, czego niewiele aluminiowych obręczy potrafi. Droższe koła zazwyczaj wiążą się również z lepszej jakości piastami i łożyskami. A to potrafi zaoszczędzić trochę watów.
(Swoją drogą, żeby znowu nie wodzić was za nos – jeśli porównamy materiałowo tę samą wysokość obręczy, to oszczędność na wadze również bywa znacząca.)

3. Spodenki i rękawiczki
Pojęcie „wysokiej jakości spodenki rowerowe” z pewnością nie pojawia się w naszej serii po raz pierwszy. Spodenki rowerowe to pozycja, na której nie warto oszczędzać. Wiem, o czym mówię, kiedyś dawno temu jeździłem w spodenkach z pewnej sieci sklepów. A kiedy po latach jednorazowo je wypróbowałem, nie mogłem zrozumieć, jak to wytrzymałem.Oczywiście, jeśli dopiero zaczynacie przygodę z kolarstwem, również nie trzeba od razu inwestować w najdroższy model od Assos – udogodnienia takich spodenek odczują raczej ci bardziej wytrenowani. Podstawą będzie odpowiedni rozmiar, dobre dopasowanie do ciała i wreszcie wkładka. Całość to dość indywidualna kwestia i czasem po prostu trzeba próbować, aż znajdziecie swoją markę/model…

Przy komforcie jednak jeszcze zostaniemy i przeniesiemy się do kolejnego punktu styku. Tak jak staramy się tłumić nierówności na pośladkach za pomocą wkładki, tak samo trzeba je tłumić na dłoniach za pomocą rękawiczek. Przynajmniej podczas tych dłuższych przejażdżek. Tym razem będzie to raczej kwestia sympatii do konkretnej marki, jeśli planujecie długie wycieczki, warto rozejrzeć się za bardziej masywną wyściółką.
4. Wysokiej jakości okulary
Okulary to może nieco niedoceniane akcesorium, większość ludzi powie, że wystarczą te za 150 zł. Tak, spełnią swoją funkcję i mają jedną istotną zaletę – kiedy je zniszczycie, nie będzie wam ich aż tak żal.W ciągu ostatnich lat przez moje ręce przeszło kilka par okularów (mianowicie HQBC, Alpina, Adidas) i choć zabrzmi to pewnie jak mały banał, zostałem przy Oakley. Jedną kwestią jest ochrona wzroku – wierzę, że wszystkie z nich spełniają normy, bo inaczej nie zostałyby dopuszczone do sprzedaży. Ważniejsza jest jednak ta wartość dodana funkcji rozjaśniania (w Oakley to technologia Prizm), którą doceniam zawsze, gdy jeżdżę w lesie.
Popularne są również okulary fotochromatyczne, gdzie również wchodzimy na wyższe półki cenowe, ale równie doskonale sprawdzą się przy zmiennych warunkach. Podręcznikowym przykładem sytuacji, w której najbardziej doceniłem wysokiej klasy okulary, są moje dawne wypady w Karpaty z Trnavy – najpierw ostre słońce na polach, a później półmrok w lesie.
5. Płaskie kierownice
Może wzbudzę lekką kontrowersję, ale płaskie kierownice zdecydowanie zasługują na uwagę. W przypadku, gdy już inwestujecie w droższy model roweru, zazwyczaj znajdziecie na nim płaskie kierownice lub cały zintegrowany kokpit. Jeśli nie, można je oczywiście kupić również osobno. Dlaczego o tym piszę?Zwykle jeżdżę na długie trasy, a przez długie rozumiem około 200-300 km. Na swoim pierwszym rowerze szosowym miałem klasyczne kierownice o okrągłym przekroju, teraz już jeżdżę na płaskich. Wystarczyło mi zaledwie kilkaset metrów na starej „żyletce”, a różnica w komforcie była znacząca. Na tyle znacząca, że za żadną cenę bym już do nich nie wrócił.
Jeśli większość czasu spędzacie, trzymając się za klamkomanetki (ewentualnie z rękami opartymi w ich pobliżu), takie kierownice zyskują wyraźną przewagę. A to z bardzo prostego powodu – lepsza dystrybucja ciężaru, a co za tym idzie, niższy nacisk na nerwy na dłoni. Ponadto, kierownice aero najczęściej są wykonane z karbonu. A to oznacza amortyzację materiału i z tym ponownie związany wyższy komfort.

A co Wy byście zaliczyli do swoich TOP 5? Elektroniczną grupę osprzętu? Lepiej toczące się opony? Ewentualnie świetnie wentylowany kask? Jak to się mówi – co człowiek, to inna opinia.

