Książka Peter Sagan - Mój świat
Książka Mój Świat to osobista wypowiedź Piotra, pełna emocji i napięcia, ale także informacji zza kulis sportu, których nie może przegapić żaden miłośnik sportu.
W tej książce przeczytacie o początkach jego kariery, czego przeżył w ekipie Tinkoff i jak przetrwał najważniejsze wyścigi w ciągu ostatnich trzech lat. Dowiemy się, jaki jest jego pogląd na Słowację, a także coś z jego życia prywatnego. Opowiada o relacjach z najbliższymi ludźmi i z innymi konkurentami. Opowie jednak także o swoich dużych rozczarowaniach, takich jak dyskwalifikacja z Tour de France 2017.
Próbki z książki:
(wiosna 2015)Z perspektywy czasu widzę, że rok 2014 nie był taki zły, ponieważ zdobyłem trzecią z rzędu zieloną koszulkę w konkursie punktowym Tour de France i odniosłem jeszcze siedem zwycięstw, ale to było naprawdę okropne. Byłem na tyle realistą, że wiedziałem, że powinienem bardziej przemyśleć swoje dotychczasowe wejście. Byłem już znany i w każdym wyścigu mnie obserwowali, co nieuchronnie doprowadziło do spadku liczby moich zwycięstw. Coraz bardziej skupiałem się na dużych wyścigach, takich jak Tour of Flanders czy Roubaix, które trudniej wygrać – o to w nich chodzi i każdemu potrzeba do tego odrobiny szczęścia. Byłem nawet skłonny znosić tylko stąpanie po wodzie przez jeden sezon, jeśli miało to posunąć mnie do przodu w dłuższej perspektywie.
Ale to nie było stąpanie po wodzie. Bolo to naprd. Nie byłem nic wart. Byłem ciągle wyczerpany. Ponownie zdobyłem zieloną koszulkę, ale w 2014 roku po raz pierwszy opuściłem Tour de France bez zwycięstwa etapowego. Żadnych pochopnych salutów zwycięstwa. Doriti, to nie tylko zwykły salut zwycięstwa. Poczułem, że zawiodłem wszystkich: moich przyjaciół, moją rodzinę, Team Peter, moich kolegów z drużyny, Cannondale (przemianowane na Team Liquigas), krótko mówiąc, wszystkich. Nadszedł czas na zmianę. Inaczej wrócę do Żyliny i zrezygnuję z tego wszystkiego.
(zima 2015)
Pobraliśmy się w Dolnym Kubinie, miejscu urodzenia Katki. W ramach przygotowań kupiłem białego cadillaca, żeby jechać na ceremonię, ale dzień wcześniej jak potwór zepsuł się. Ale byłam zdecydowana nie psuć sobie planów i przyjechać na ślub naprawdę wyjątkowym samochodem, więc kupiłam drugi najlepszy model – starego, zielonego Trabanta.
Prowadził go mój przyjaciel Martin, a przy silniku kaszlącym i dławiącym się, przedostaliśmy się przez wszystkich przyjaciół i mieszkańców, którzy przyszli nam pogratulować. Jednak pierwszym przystankiem nie miał być kościół, ale dom rodziców Katariny, aby kultywować ważną tradycję. Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy jest to tradycyjny słowacki rytuał, czy po prostu zwyczaj w Dolnym Kubinie, bo nigdy wcześniej się z tym nie spotkałem. Po drugiej stronie podjazdu prowadzącego do domu leżał smukły pień drzewa. Zadaniem pana młodego było odcięcie go starą zardzewiałą piłą ręczną, aby móc kontynuować podróż. Więc zabrałem się za to. Po kilku minutach sapania, sapania i zmagania się z tępą piłą, tłum zaczął się rozpadać. Zrobiło mi się gorąco i gdy strużka potu spłynęła po mojej skórze pod ciężkim garniturem ślubnym, zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinniśmy zacząć dzień wcześniej. Ale potem na szczęście przyjechała moja kawaleria, a raczej Martin, który pojawił się u mojego boku z piłą spalinową, którą znalazł jakiś życzliwy mieszkaniec. To już bardziej przypadło mi do gustu, a złoty brokat zdobiący mój tradycyjny strój był teraz bardziej zagrożony przez trociny niż pot.
Vrrr. Prask. Dzięki Bogu za tę piłę łańcuchową. W przeciwnym razie nadal bym tam był, dziobiąc drewno tym starym ostrzem, podczas gdy Katarina stałaby na schodach kościoła i patrzyła ponuro na zegarek, aż jej włosy stałyby się tak białe jak jej suknia ślubna. Tradycję lubię tak samo jak każdy, ale tego dnia planowałam wyjść za mąż.
(Jesień 2017)
W grupie, w której byłem, pozostało około piętnastu zawodników. Później dowiedzieliśmy się, że w tym miejscu zanikł sygnał telewizyjny, co spowodowało zamieszanie i rozpacz na mecie zarówno wśród widzów, jak i drużyn wspierających, a także doprowadziło do masowego obgryzania paznokci. Wobec braku jakichkolwiek dowodów wizualnych mogłem teraz wymyślić historię o tym, jak jedną ręką jechałem na tylnym kole, aby wyprzedzić wszystkich i przeprowadzić miażdżący atak, który pozostawił innych w kurzu wiele kilometrów za mną. Potem zatrzymałem się na przedostatnim rogu, gdzie wypiłem piwo i pozwoliłem innym nadrobić zaległości, bo było mi źle, że zrujnowałem wszystkim dzień.
Prawda jest jednak taka, że w grupie panował niemal taki sam chaos, jak przed padającym śniegiem ekranem telewizora. Gdy zbliżała się już meta, wyprzedziliśmy Wasila Kiryienkę i mojego kolegę z drużyny BORA – hansgrohe Lukasa Pöstlbergera, który reprezentował Austrię. To sú všetci? Nie. Nie widziałem Alaphilippa. Jestem pewien, że widziałem przed sobą co najmniej jednego Kolumbijczyka – Rigoberto Urána lub Fernando Gavirię, a może nawet obu. Ach! Kto je tamten Dán? Kto tak naprawdę prowadzi w tym wyścigu? A dostihneme ho?
Pieprzyć to, Peter, powiedziałem sobie. Biegnij do celu, a potem zajmij się lokalizacją. Teraz lataliśmy wokół portu, droga skręcała w lewo, potem w prawo, aż w końcu do mety pozostało jakieś trzy metry prostej. Serce podeszło mi do gardła, poczułam krew na języku. Jesteś blisko, Peter. Nie kończ tego bez próby.
| ID produktu | 74893 |
Obecnie nie ma tu żadnych pytań
Tutaj znajdziesz odpowiedzi na pytania dotyczące wysyłki, płatności, bezpieczeństwa i wiele innych.

